czwartek, 16 października 2014

American dream - ogromny krok do przodu (3/3)

Długo się zastanawiałem jaki samochód opisać na koniec małego cyklu o amerykańskich pojazdach czterokołowych.
I choć artykułów na ten temat mogłoby być znacznie więcej - wszak auta zza oceanu odzyskały dawno utracony blask - to jednak po długiej wyrównanej walce wybór padł na ogromną luksusową limuzynę jaką jest Cadillac Sixteen.

Fakt, że przy okazji ostatniego artykułu o samochodach amerykańskich opisywałem również Cadillaca nie przeszkodził mi w sięgnięciu po raz kolejny do tej właśnie marki. I choć pewnie każdy zagorzały fan motoryzacji wie, że model Sixteen powstał jedynie jako prototyp, to mimo tego nie mogłem oprzeć się pokusie i poddałem go ocenie.

Ciężko jest ocenić samochód, z którym nie miało się żadnej styczności, ba, prawdopodobnie tylko "garstka" ludzi na całym świecie mogła podziwiać to cudo z bliska. Ale ja jestem tym autem zafascynowany i bynajmniej nie chodzi mi o jego cenę, która miała wynosić ponad milion dolarów...
Ogromny grill i kanciaste kształty...
...czyli kwintesencja marki Cadillac
W 2003 roku powstał conceptcar, w którym na pewno zakochali się jego twórcy i zapewne 90% populacji Ameryki Północnej, czyli ludzi, którzy kochają duże samochody i przez wiele lat zdążyli się do nich przyzwyczaić tak bardzo, że nie wyobrażają sobie ich samych siedzących w jakichś paliwooszczędnych miniwanach.

Sixteen to samochód przez bardzo duże S, który praktycznie wszystko ma ogromne i kiedy powstawał nie miał sobie równych: 5,7 m długości, rozstaw osi przekraczający 3,5 m; 24 calowe felgi ze stopów lekkich i ten silnik...
Silnik Sixteen to techniczny majstersztyk
13.6 litra pojemności dające ponad 1000 KM mocy i obłędny moment obrotowy na poziomie 1355 Nm! Po prostu coś pięknego. Samochód rozpędza się do pierwszej "setki" w niecałe 4 sekundy, a jego prędkość maksymalna to ponad 230 km/h - całkiem dobrze jak na samochód ważący ponad 2300 kilogramów. Ciekawym rozwiązaniem bez wątpienia jest system Displacement on Demand (pojemność na żądanie), dzięki któremu w zależności od stylu jazdy pracują 4, 8 lub wszystkie 16 cylindrów, co sprawia, że samochód ma mniejszy apetyt na paliwo. Całym systemem steruje oczywiście komputer pokładowy.

Maska samochodu otwierana jest z dwóch stron
i ustawia się w kształt litery V
Nadwozie czterodrzwiowego Coupe wykonano prawie w całości z aluminium, a dach całkowicie ze szkła. Ponadto nadwozie pozbawiono środkowych słupków, drzwi pozbawiono klamek (otwierane są przyciskiem przy kluczyku lub przyciskami umieszczonymi tuż nad nimi), a cały dach przeszklono. W oświetleniu zewnętrznym wykorzystano diody LED. Wnętrze wypełnia piękna, kremowa ręcznie zszywana skóra, a pod stopami osób podróżujących znajdują się dywany z ręcznie tkanego jedwabiu! Kierownicę wykonano ze szlachetnego orzechowego drewna, które użyto także przy wykończeniu deski rozdzielczej i środkowego tunelu.
Luksus i piękno w czystej postaci jak z przodu...
...tak i z tyłu:-)

Na środku deski rozdzielczej umieszczono zegar renomowanej, włoskiej marki Bvlgari, a wskaźniki, cieszące oczy kierowcy ozdobiono szlifowanym szkłem kryształowym. Z tego samego materiału wykrojono logo na kierownicy.
Przepiękne wskaźniki - każdy nawet najmniejszy detal jest tutaj
dopieszczony z największą starannością
Sixteen wytyczył kierunek, w którym poszły nowe modele amerykańskiego koncernu (kanciaste linie nadwozia), dał także początek silnikom z technologią Displacement on Demand, które weszły do sprzedaży w modelach ze stajni General Motors od 2005 roku.


Cadillac Sixteen to samochód, który pod względem rozmiarów i wyglądu jest bardzo amerykański, ale kiedy spojrzymy na to jak jest wykończony, jak bardzo jest w nim dopracowany każdy, nawet ten najdrobniejszy szczegół, to aż ciężko uwierzyć, że ten samochód naprawdę powstał za Atlantykiem. Warto wspomnieć, że miał też szansę "zagrać" w kasowym amerykańskim przeboju "Giganci ze stali" (Real Steel) z 2011 roku.

Wielka szkoda, że nie zdecydowano się na jego seryjną produkcję, choć ponoć istnieje możliwość zamówienia sobie tego autka w fabryce i po kilku miesiącach za ponad milion dolarów można cieszyć się jazdą tym wyjątkowym samochodem. No cóż... nam pozostaje oglądanie zdjęć w internecie, filmików albo wspomnianych wcześniej "Gigantów ze stali".


3 komentarze: