wtorek, 15 stycznia 2013

American dream - ogromny krok do przodu (1/3)

Gdy myślimy o amerykańskich samochodach, to pierwsze rzeczy, które przychodzą nam do głowy to: ogromny paliwożerny SUV, na ponad pięć metrów długi i na dwa metry szeroki krążownik szos, do tego kanapowe fotele, bardzo miękkie kołyszące do snu zawieszenie, jakość materiałów pozostawiająca wiele do życzenia... Tak było jeszcze parę lat temu. Teraz bardzo wiele się zmieniło.


Amerykańską motoryzację można podzielić na kilka okresów:

- bardzo dobry - (lata 1960-1980) kiedy w ofercie były takie samochody jak Ford Mustang, Chevrolet Camaro, Pontiac Trans Am. Samochody z potężnymi silnikami, które spalały benzynę wiadrami, ale były piękne, wspaniałe i każdy o nich marzył. Do tej pory mają swoich wielbicieli i ja jestem jednym z nich:-)

- przeciętny i zły - (lata 1980-2000/2003) wtedy w ofercie było mnóstwo krążowników i zwykłych samochodów bez uroku - ot taki zwyczajne wozidła. Trafiały się wyjątki jak np. Dodge Viper, czy niektóre terenówki uchodzące już za samochody legendarne - jak choćby Jeep Grand Cherokee.

- bardzo dobry - (lata 2003- do teraz) mniej więcej w tym czasie nastąpił bum. Do produkcji wprowadzono Cadillaca CTS i Chryslera 300C - może nie były to wtedy samochody o nietuzinkowych własnościach jezdnych, materiały wykończeniowe także stwarzały pewien niesmak, ale w końcu miały swój niepowtarzalny wygląd (zwłaszcza Chrysler). Od tamtej pory jest tylko lepiej.

Parę lat temu do produkcji wszedł nowy Ford Mustang - jak dla mnie zbyt plastikowy, ale za dobre pieniądze i sporo ładniejszy od poprzednika produkowanego na przełomie XX/XXI wieku. W dodatku trzy lata temu na rynek trafił piękny Chevrolet Camaro - jedno z moich ulubionych aut:-)

Teraz amerykańskie samochody nie tylko lepiej wyglądają, jeżdżą, ale również są dużo lepiej wykonane, a jakość materiałów jest o wiele lepsza niż w samochodach sprzed kilku lat. Najlepszymi tego przykładami są nowy Chrysler 300C, czy Jeep Grand Cherokee. Choć nie ma co ukrywać, że ta auta są już bardziej europejskie. W końcu Fiat kupuje każdy koncern jak popadnie.

Dziś chcę Wam przedstawić samochód, który debiutuje na wystawie w Detroit. Jest nim Chevrolet Corvette Stingray.

Poprzednia generacja bardzo mi się podobała, ale ta wygląda fantastycznie.
 

Wnętrze zrobione jest w podobny sposób jak te w modelu poprzedniej generacji, ale i tu widać skok jakościowy na plus. Do wyboru kilka kolorów tapicerki. Mi najbardziej podoba się pierwsza opcja.

Nowy Stingray używa lekkich materiałów w konstrukcji (włókno węglowe), ma kompozytowe błotniki, drzwi i tylne panele, kompozytowe panele podwozia i nową aluminiową ramę. Panel dachowy jest zdejmowany. Jak twierdzą producenci nowy Chevrolet ma rozłożoną masę w stosunku 50/50.

Samochód ten ma silnik V8 o zmiennych fazach rozrządu, zaawansowanym systemie spalania oraz aktywnym zarządzaniem paliwem. Jego pojemność to 6,2 litra; moc 450 KM. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h ma trwać niespełna 4 sekundy. Wszystkie te udogodnienia mają sprawić, że nowa Corvette będzie średnio spalać... 9 litrów na każde przejechane 100 kilometrów. Brzmi nieźle, ale dopiero za jakiś czas przekonamy się, czy to auto faktycznie zaspokoi się taką ilością paliwa.

Jeśli chodzi o skrzynię biegów, to do wyboru będzie 6-cio stopniowy automat, a dla wielbicieli, którzy wolą ręcznie przerzucać biegi...
...manual o 7-miu przełożeniach:)

Piękny samochód, świetnie wykonany i wciąż bardziej amerykański niż europejski, ale jeśli chodzi o samochody sportowe - to nie jest wada:-) W końcu legendarnym samochodom nie można odbierać duszy.


Źródło zdjęć: http://carscoop.blogspot.com


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz