czwartek, 21 maja 2015

Jeśli umiesz naprawić swój samochód - zrób to sam

Frustracje towarzyszą nam w życiu codziennym dość często - niekiedy zbyt często. Ostatnio pogniewałem się na mój samochód, choć niezupełnie, nie na mój samochód, lecz na pewnego człowieka, który przy nim "dłubał"...
 
 


Już kiedyś pisałem o mechanikach (tutaj), którzy z samochodami potrafią zrobić cuda. Te "cuda" napełniają głównie ich kieszenie, a w samochodach robią jeszcze więcej szkód niż przed faktem, kiedy te trafiły do warsztatu... Kiedy kupiłem samochód, to pierwszym objawem, który mu doskwierał były problemy z odpalaniem. Konkluzja była jedna - rozrusznik - do wymiany albo regeneracji. Pojechałem więc do znajomego mechanika, powiedziałem co mojemu autku dolega i powierzyłem mu to, niezbyt skomplikowane zadanie - wymianę rozrusznika.
 
Po dwóch dniach pojechałem po samochód. Efekt? Safrane odpalał dosłownie na dotyk. Zadowolony z efektów zapłaciłem, podziękowałem i ruszyłem w trasę. Niby taka prosta wymiana, a bardzo mnie ucieszyła. Niestety ostatnio znów pojawiły się problemy z odpalaniem, ale początkowo myślałem, że to wina akumulatora, więc go wymieniłem. I jak ręką odjął, usterka znowu zniknęła. Ale nie na długo. Z tym, że teraz było jeszcze gorzej. Byłem u trzech mechaników, z czego dwóch (jednym z nich był ten, który wcześniej wymieniał rozrusznik) powiedziało mi, że to wina akumulatora, natomiast ten trzeci stwierdził, że rozrusznik robi zwarcie... Więc tym razem bez ingerencji "fachowca" wykręciliśmy rozrusznik i zaraz potem go rozebraliśmy. Jaki był wynik tej operacji? Ano taki, że szczotek ten rozrusznik już nie posiadał i faktycznie robiło się przez niego zwarcie...
 
 
Po tym co zobaczyliśmy bardzo łatwo było się domyślić, że znajomy mechanik nie wymienił rozrusznika tylko nieco go "poprawił", aby ten jeszcze trochę pohulał. Jak się teraz czuję? Oszukany? Na pewno. Wściekły? I to jak. Ale czy teraz mogę coś zrobić, skoro od wspomnianej "naprawy" minął ponad rok? Raczej nie bardzo. Ale ten pan już na pewno na swoim podwórku żadnego mojego auta nie zobaczy. Od pewnego czasu wszelkich napraw (których zresztą i tak jest niewiele) dokonuję sam - oczywiście jeśli jestem w stanie. Mechaników staram się unikać, chyba, że sam kupię daną część i tylko zlecam wymianę.
 
Jedno jest pewne - prawdziwym szczęściem jest znaleźć mechanika, który naprawdę chce nam pomóc, a nie patrzy tylko i wyłącznie na swoje materialne korzyści.
 
 

13 komentarzy:

  1. No to ładnie Cię urządził...

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj nie wiem co bym takiemu zrobił.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takich historii pewnie nie jeden kierowca może wiele opowiedzieć. Najgorsze jest to że nieraz oszukują znajomi...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo bardzo, ale to bardzo fajny wpis !

    OdpowiedzUsuń
  5. W dzisiejszych czasach dobrego mechanika to ze świecą szukać ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie, drobne naprawy swojego auta, jeśli potrafię taką usterkę usunąć, to przyjemność. Lubię popracować przy samochodzie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jadąc do mechanika, w zasadzie lepiej powiedzieć mu co dokładnie powinno zostać zrobione. Inaczej koszty potrafią się zwielokrotnić...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli korzysta się ze sprawdzonego warsztatu lub salonu, takie sytuacje nie mają miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak dobrze, że mój maż się zajmuje takimi rzeczami :P Ja to tylko umiem koło zmienić, oleje dolać itp.

    OdpowiedzUsuń
  10. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca w przypadku jakiegokolwiek mechanika (tym bardziej znajomego). Ja po wymianie zawsze proszę o starą część. W przypadku regeneracji, jest niestety już trochę trudniej.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sytuacji wesołych, komicznych w moim warsztacie samochodowym widziałem naprawdę wiele. najbardziej poirytowany byłem, kiedy przyjechała do mnie babka od razu od mechanika, który nie potrafił jej naprawić auta. Gość jeszcze zostawił rękawiczkę obok silnika. mało tego zabrał jej kilka części o czym nie wiedziała. Pilnujcie swoich aut dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałem bardzo podobną sytuację, przez kilka miesięcy jeździłem samochodem, który po wyłączeniu silnika musiał odczekać czasem kilka godzin (!) zanim ruszył. Już nie pamiętam co dokładnie było nie tak, ale długo szukałem mechanika, który wyeliminuje usterkę, sporo się wtedy nadenerwowałem...

    OdpowiedzUsuń